Kredyty frankowe, które z powodu wyroków sądowych co jakiś czas elektryzują media finansowe, systematycznie tracą udziały w portfelach banków. Już w połowie 2024 przestały być główną walutą obcą kredytów mieszkaniowych rozliczanych w jednostkach innych niż złotówka.
Pod koniec I dekady obecnego wieku, wraz z pierwszym boomem mieszkaniowym w naszym kraju, kredyty frankowe zaciągała większość klientów korzystających z finansowania bankowego. Ponoć był to efekt korzystniej liczonej zdolności kredytowej niż w przypadku zobowiązań w PLN. Później, wraz ze wzrostem kursu CHF, stały się problemem, który z czasem zaczął zagrażać stabilności systemu finansowego w Polsce. Jak jest teraz?
Ile stanowią kredyty frankowe i inne walutowe w bilansach banków
Dane pokazują, że problem walutowych kredytów hipotecznych systematycznie traci na znaczeniu. W bilansach banków kredyty frankowe stanowią coraz mniejszą część. Obecnie ich udział jest mniejszy niż umów rozliczanych w EUR.
Na koniec września 2025 kredyty mieszkaniowe w CHF odpowiadały za 1,5 proc. wartości bilansowej brutto wszystkich należności zabezpieczonych hipotekami. W ujęciu nominalnym była to równowartość 7,3 mld zł. Jeszcze pięć lat wcześniej udział ten wynosił 1/5 i oscylował wokół 100 mld zł.
Dla porównania na koniec września 2025 kredyty mieszkaniowe w EUR odpowiadały za 2,6 proc. portfela hipotecznego banków. Łącznie opiewały one na 13 mld zł.
Ich wartość w bilansach instytucji finansowych również maleje. Na koniec lata 2020 wynosiła bowiem 22 mld zł.
Wartość bilansowa zobowiązań w pozostałych walutach obcych pozostaje stabilna i od lat mieści się w przedziale 4-5 mld zł. To nieco ponad 1 proc. należności zabezpieczonych prawem własności nieruchomości.
Spadek zadłużenia hipotecznego w EUR odbywa się dużo wolniej niż w CHF. Dlaczego? Wynika to z dwóch przyczyn:
- Mniejszej popularności
Przed laty takich umów zawarto mniej. - Braku masowych sporów prawnych
Kredytów mieszkaniowych rozliczanych w europejskiej walucie nie dotyczy kwestia masowych sporów sądowych jak w przypadku waluty helweckiej. Są też lepiej spłacane, co obrazuje niższa wartość wskaźnika NPL.
Przeterminowane kredyty frankowe
To właśnie ten drugi czynnik sprawia, że udział należności w CHF z utratą wartości w należnościach hipotecznych ogółem wynosi już ok. 12 proc. Okresami było to nawet 15-16 proc.
Taki odsetek kredytów mieszkaniowych we frankach nie jest regulowany na czas lub w ogóle. Klienci liczą bowiem na korzystne dla siebie rozstrzygnięcia sporu i przestają płacić raty. Dzieje się tak również, gdy do czasu rozstrzygnięcia sprawy sądy ustanawiają zabezpieczenie procesowe w postaci wstrzymania płatności na rzecz banku.
Dla porównania wskaźnik NPL dla umów w PLN oscyluje wokół 1,5 proc. Dla całego rynku (PLN + waluty) wynosi ok. 4 proc.
Jak ubywa kredytów frankowych
Co miesiąc ubywa 5-6 tys. kredytów hipotecznych w CHF o łącznej wartości nawet 1 mld CHF. Odbywa się to w następstwie ugód klientów z bankami i wyroków sądowych stwierdzających nieważność takich kontraktów. Część zobowiązań wygasa wskutek naturalnej spłaty.
Na koniec września 2025 w portfelach banków pozostawało 136,2 tys. kredytów frankowych na łącznie 7,3 mld zł. W stosunku do tego samego okresu rok wcześniej ich liczba zmniejszyła się o 1/3 (z 205,5 tys. szt.), a wartość - o ponad 40 proc. (z 12,5 mld zł).
Takie tempo redukowania sumy bilansowej wyrażone sumą kroczącą (ostatnie 12 miesięcy) utrzymuje się od trzech lat. Okresami przekraczało 50 proc.
W efekcie w czerwcu 2024 doszło do historycznego wydarzenia. Wówczas franki szwajcarskie przestały być główną walutą obcą w kredytach hipotecznych Polaków (14,3 mld zł i udział w portfelu na poziomie 3,1 proc.). Palmę pierwszeństwa przejęło euro (15,4 mld zł i 3,3 proc.).
Kredyty walutowe tylko dla zarabiających w walutach
Za spadek liczby i wartości walutowych kredytów mieszkaniowych w bilansach banków odpowiadają też zmiany w prawie.
Otóż od 2011 na mocy rekomendacji S(II) takie zobowiązanie mogą zaciągnąć jedynie ci, którzy główną część dochodów uzyskują w zagranicznej jednostce pieniężnej. Jeśli więc ktoś zarabia przeważnie w euro, może zaciągnąć kredyt hipoteczny w euro. Ponadto taki klient na comiesięczną ratę może przeznaczyć nie więcej niż 42 proc. zarobków.
Zmiana zasad udzielania kredytów walutowych na zakup mieszkania czy budowę domu była pokłosiem znacznego osłabienia złotego po kryzysie finansowym w 2008. Miała uchronić kredytobiorców przed ryzykiem kursowym.